czwartek, 5 marca 2015

Polsko myśl i powstań!

Dlaczego państwo polskie nie może wstać z kolan? Światowy kryzys? Nie zrzucajmy winy na czynniki zewnętrzne, bo są one tylko pretekstem, aby oczyścić samego siebie i móc niby bez hipokryzji dawać upust malkontenctwu narodowemu.


Jak to jest z nami, Polakami, że narzekamy na władzę, a jak przychodzą wybory to nie widać większych zmian? Strach przed radykalnością? Marazm społeczny? Co nami tak naprawdę kieruje?
Śmiem zasugerować, że medialna propaganda i manipulacja.
"Przecież media nie oszukują, pokazują dwie strony medalu i dziennikarze walczą w wywiadach z politykami" - jak zaściankowy tok myślenia trzeba posiadać, aby tak mówić?
Pomyślmy. TVP żyjąca dzięki skarbowi państwa będzie oczerniała jego władze, które ją finansuje? Bardzo ryzykowne. Większość niezależnych (i głoszących inne przekonania niż te, które są nam podawane na tacy w mediach) kanałów, stacji radiowych, gazet i portali nie ma siły przebicia. Nigdy nie zastanawialiście się dlaczego? Jak to się dzieje, że w domowym zaciszu każdy po cichu w głowie obmyśla strategię ratowania wszechświata (to częściej po czterdziestoprocentowej ambrozji) i naprawdę próbuje znaleźć złoty środek na powstanie z kolan naszego kraju, a idąc do urny wybiera ludzi, którzy wyżerają naszą ojczyznę od tak dawna?
Dlaczego dajemy sobie wmówić, że państwo socjalne (opiekuńcze) z gospodarką centralnie planowaną będzie dla nas dobre? Czy jest dobre? Publiczna służba zdrowia i edukacja. Moje dwa ulubione przykłady. Dajemy w podatkach na coś, z czego i tak nie skorzystamy. Każdy będący w pilnej potrzebie zdiagnozowania czegoś poważnego znajdzie pieniądze i pójdzie do prywatnego lekarza. W tym kraju nie ma czasu na kolejki. Prędzej umrzemy w nich, niż doczekamy się wizyty "za darmo". Państwowe wyższe szkoły? Prosty przykład. Dlaczego ci biedniejsi, którzy po liceum lub technikum idą do pracy mają płacić za wykształcenie studentów? Paradoksalnie w państwie socjalnym najwięcej tracą te ubogie warstwy, którym tak bardzo państwo chce pomóc. Dlaczego? Idąc metodą dedukcji łatwo zauważyć, że młodzież pochodząca z uboższych rodzin nie idzie na studia, a do pracy i zmuszona jest do usamodzielnienia się w wieku około 20 lat. Co to znaczy? Zaczynają już wtedy płacić podatki (również dobroczynnie na studia swoich kolegów i koleżanek, dla których los był przychylniejszy i mają możliwość dalszej nauki). Studenci, będący w większości na utrzymaniu rodziców jeszcze tych podatków nie płacą. Załóżmy, że usamodzielniają się około 25 roku życia. Wniosek? Ludzie, którzy nie idą na studia i w mniejszym stopniu korzystają z "darmowego" życia w naszym kraju płacą o jakieś 5 lat dłużej podatki od ludzi, którzy z chęcią z darmowej nauki na wyższych szkołach korzystają. Biedni płacą więcej, aby Ci z lepszym statusem majątkowym mogli się uczyć. Brawo. Państwo opiekuńcze na piątkę z plusem.
A jak to jest z tym wolnym rynkiem tak znienawidzonym przez socjalistów? Są dwa wyjścia: Albo boją się oni zabrania im ciepłych urzędowych posadek, na których mogą siedzieć dzięki podatnikom, albo nie mają żadnego pojęcia o ekonomii i wierzą w manipulację medialną. Człowiekiem od zawsze kierowała chęć przeżycia. Najlepiej przeżycia w godnych warunkach. Od starożytnych cywilizacji rządził kapitalizm. Handel wymienny to nic innego jak wolny rynek. Przychodzisz na targ, oglądasz interesujące cię garnki, wybierasz najlepszy i w zamian dajesz komuś najlepszą tkaninę jaką masz. Proste. Coś za coś. Tak samo powinno być w naszych czasach. Pieniądz za usługę, a nie bajka o darmowej służbie zdrowia, która, zacznijmy od tego, nie jest darmowa, po drugie jest nieskuteczna.
Tu leży podstawowy błąd waszego założenia, socjaliści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz