piątek, 6 marca 2015

Jak zdać maturę? Poradnik 7 zasad.

To pytanie, które od kilku miesięcy zadają sobie wszyscy tegoroczni maturzyści. Jedni w przerwie między nauką zastanawiają się co ich czeka po egzaminie dojrzałości, drudzy wychodząc na imprezy i grając na xboxie starają się zrelaksować i uciec od tych myśli. Są też trzeci, najmniej skuteczni w swoich sposobach - nie ucząc się patrzą dniami w ścianę i marnotrawią swój czas na użalanie się nad własnym losem i przyszłością. Matura to bzdura! A już w ogóle ta aktualna bazująca na nowej podstawie programowej, która powoduje tylko i wyłącznie regresję w edukacji współczesnej młodzieży. Przedstawię wam 7 niezawodnych punktów, których musicie się trzymać, aby w maju móc spokojnie otworzyć arkusz, zapisać go i wyjść pewnym dobrego wyniku. To naprawdę możliwe. Nawet dwa miesiące przed maturą.


1. Przestań odliczać.

To chyba najbardziej stresująca rzecz w tym wszystkim. Niezależnie jak bardzo skrupulatnie będziesz skreślał dni jak nad łożem więziennym to w niczym ci to nie pomoże. Marnotrawiąc czas na liczenie ile zostało ci miesięcy, tygodni, dni, a nawet godzin do matury sam skazujesz się na porażkę. Nie licz, ale działaj, jeszcze nie jest za późno.

2. Uporządkuj sobie cały plan działania.

Prawda jest taka, że musisz go mieć. Tym bardziej jeśli zależy Ci na wyniku egzaminu, a nie tylko na jego zaliczeniu. Załóż segregator lub teczkę maturalną. Rozpisz sobie, którą maturę kiedy masz oraz wymagania co do nich. Jesteś maturzystą, więc nie masz czasu tego pisać - oczywiście to wydrukuj ;-) Przy samym wyszukiwaniu tzw. klasyków maturalnych siłą rzeczy wchodzą ci w głowę pojęcia i definicje, które będziesz chciał powtórzyć dla świętego spokoju. Jeśli piszesz kilka rozszerzeń - zaplanuj sobie czas działania. Jeden tydzień poświęć na dział z biologii, drugi na chemię organiczną, a w kolejny rozwiązuj przykładowe arkusze z matematyki. Siedząc bez przerwy nad jednym przedmiotem nic nie zdziałasz, zamęczysz tylko swój umysł, który i tak nie zapamięta istotnych informacji.

3. Nie barykaduj się w domu.

To wcale nie pomaga. Nikt nie każe ci tracić filmu co weekend, ale zdrowo jest się chociaż raz w tygodniu przewietrzyć. Postaw sobie ultimatum: "W tygodniu się uczę, a w piątek lub sobotę wychodzę." Zamiast siedzieć w piątkowy wieczór nad książką, z której i tak już nic nie wyciśniesz idź na miasto ze znajomymi, najlepiej innymi maturzystami, abyście mogli wspólnie odstresować się przed egzaminem dojrzałości. Oczywiście nie przechylaj szali w drugą stronę. Ostre coweekendowe imprezowanie, którego efekty schodzą dopiero w ciągu tygodnia też nie jest zdrowe.

4. Szukaj wartościowych zamienników.

Alkohol i inne używki są dla ludzi, ale w rozsądnych ilościach. Jeśli naprawdę chwilami masz dosyć tych książek i nie możesz już na nie patrzeć to zamiast pić ze smutku i strachu (nic nadzwyczajnego, dużo maturzystów popada w lekki alkoholizm w tym czasie) zajmij się czymś pożytecznym, czymś co może nie jest nauką, ale co ma jakąkolwiek wymierną wartość. Nigdy nie mogłeś zabrać się do biegania? Kiedy będzie lepszy czas niż dwa miesiące przed maturą? ;-) Można to traktować z przymrużeniem oka, ale uprawianie sportu na świeżym powietrzu dobrze wpływa na jasność i przejrzystość umysłu, więc nie zaszkodzi maturze, a tylko w przyjemny i relaksujący sposób może podnieść jej wyniki.

5. Zajrzyj w poprzednie arkusze.

Nikt tego nie lubi, ale gwarantuje ci to kilka pewnych punktów. Są kanony, które bez względu na przedmiot nie ulegają zmianie. Nie liczmy na takie same zadania oczywiście, ale schematom maturalnym możemy wierzyć. Są rodzaje poleceń, które układający matury stosują od lat. Analizowanie i ćwiczenie tego typu zadań (przykładem mogą być zadania otwarte z geometrii przestrzennej na matematyce - dwa, trzy zadania tego typu są co roku) zaowocuje w maju.

6. Pomyśl nad kierunkiem studiów.

Jeśli oczywiście zamierzasz się na nie wybrać. Grunt to określić się mniej więcej już teraz, aby wiedzieć na czym się skupić. Prawdą jest, że niektóre przedmioty musisz tylko zdać i wynik z nich nie daje ci kompletnie nic. Byle zaliczyć i zapomnieć. Pamiętać trzeba, że na konkretne kierunki decydują procenty z wymaganych przedmiotów. Czujesz się dobrze z matematyki, a chcesz iść na filologię angielską? Odpuść liczenie delty i kuj słówka. Nie da się być cyborgiem i zaliczyć każdego przedmiotu na maksa.

7. Myśl pozytywnie.

Siódemka to w końcu magiczna cyfra. Musisz optymistycznie rozpatrywać się na ten egzamin. Stres negatywny jeszcze nikomu nigdy nie pomógł, wręcz przeciwnie. Na ustnej zabierał mowę, a na pisemnej powodował dekoncentrację. Pomyśl na chłodno co jeszcze musisz powtórzyć, zrób to i wyluzuj. Im mniej stresu, tym większe prawdopodobieństwo, że wakacje zaczną ci się w czerwcu, a nie w sierpniu czy za rok.

czwartek, 5 marca 2015

Polsko myśl i powstań!

Dlaczego państwo polskie nie może wstać z kolan? Światowy kryzys? Nie zrzucajmy winy na czynniki zewnętrzne, bo są one tylko pretekstem, aby oczyścić samego siebie i móc niby bez hipokryzji dawać upust malkontenctwu narodowemu.


Jak to jest z nami, Polakami, że narzekamy na władzę, a jak przychodzą wybory to nie widać większych zmian? Strach przed radykalnością? Marazm społeczny? Co nami tak naprawdę kieruje?
Śmiem zasugerować, że medialna propaganda i manipulacja.
"Przecież media nie oszukują, pokazują dwie strony medalu i dziennikarze walczą w wywiadach z politykami" - jak zaściankowy tok myślenia trzeba posiadać, aby tak mówić?
Pomyślmy. TVP żyjąca dzięki skarbowi państwa będzie oczerniała jego władze, które ją finansuje? Bardzo ryzykowne. Większość niezależnych (i głoszących inne przekonania niż te, które są nam podawane na tacy w mediach) kanałów, stacji radiowych, gazet i portali nie ma siły przebicia. Nigdy nie zastanawialiście się dlaczego? Jak to się dzieje, że w domowym zaciszu każdy po cichu w głowie obmyśla strategię ratowania wszechświata (to częściej po czterdziestoprocentowej ambrozji) i naprawdę próbuje znaleźć złoty środek na powstanie z kolan naszego kraju, a idąc do urny wybiera ludzi, którzy wyżerają naszą ojczyznę od tak dawna?
Dlaczego dajemy sobie wmówić, że państwo socjalne (opiekuńcze) z gospodarką centralnie planowaną będzie dla nas dobre? Czy jest dobre? Publiczna służba zdrowia i edukacja. Moje dwa ulubione przykłady. Dajemy w podatkach na coś, z czego i tak nie skorzystamy. Każdy będący w pilnej potrzebie zdiagnozowania czegoś poważnego znajdzie pieniądze i pójdzie do prywatnego lekarza. W tym kraju nie ma czasu na kolejki. Prędzej umrzemy w nich, niż doczekamy się wizyty "za darmo". Państwowe wyższe szkoły? Prosty przykład. Dlaczego ci biedniejsi, którzy po liceum lub technikum idą do pracy mają płacić za wykształcenie studentów? Paradoksalnie w państwie socjalnym najwięcej tracą te ubogie warstwy, którym tak bardzo państwo chce pomóc. Dlaczego? Idąc metodą dedukcji łatwo zauważyć, że młodzież pochodząca z uboższych rodzin nie idzie na studia, a do pracy i zmuszona jest do usamodzielnienia się w wieku około 20 lat. Co to znaczy? Zaczynają już wtedy płacić podatki (również dobroczynnie na studia swoich kolegów i koleżanek, dla których los był przychylniejszy i mają możliwość dalszej nauki). Studenci, będący w większości na utrzymaniu rodziców jeszcze tych podatków nie płacą. Załóżmy, że usamodzielniają się około 25 roku życia. Wniosek? Ludzie, którzy nie idą na studia i w mniejszym stopniu korzystają z "darmowego" życia w naszym kraju płacą o jakieś 5 lat dłużej podatki od ludzi, którzy z chęcią z darmowej nauki na wyższych szkołach korzystają. Biedni płacą więcej, aby Ci z lepszym statusem majątkowym mogli się uczyć. Brawo. Państwo opiekuńcze na piątkę z plusem.
A jak to jest z tym wolnym rynkiem tak znienawidzonym przez socjalistów? Są dwa wyjścia: Albo boją się oni zabrania im ciepłych urzędowych posadek, na których mogą siedzieć dzięki podatnikom, albo nie mają żadnego pojęcia o ekonomii i wierzą w manipulację medialną. Człowiekiem od zawsze kierowała chęć przeżycia. Najlepiej przeżycia w godnych warunkach. Od starożytnych cywilizacji rządził kapitalizm. Handel wymienny to nic innego jak wolny rynek. Przychodzisz na targ, oglądasz interesujące cię garnki, wybierasz najlepszy i w zamian dajesz komuś najlepszą tkaninę jaką masz. Proste. Coś za coś. Tak samo powinno być w naszych czasach. Pieniądz za usługę, a nie bajka o darmowej służbie zdrowia, która, zacznijmy od tego, nie jest darmowa, po drugie jest nieskuteczna.
Tu leży podstawowy błąd waszego założenia, socjaliści.

poniedziałek, 2 marca 2015

Niepozorne przywitanie.

Cześć.
Jak to już na mnie przystało, w chwilach, w których powinnam brać się za sprawy nazywane ważnymi ja zabieram się za pisanie scenariuszy, comeback do treningów, albo jak w tym wypadku - za tworzenie bloga.
Ma mieć on charakter całkowicie niekomercyjny, żartobliwy, ale i refleksyjny oraz użyteczny. Taki misz-masz, jak całe moje dotychczasowe życie z resztą. O czym zamierzam pisać? O tym mniej i bardziej ważnym, o tym co nas smuci i uszczęśliwia, o tym o czym boimy się mówić i o tym co nie pozwala nam milczeć. O wszystkim. No może z wyjątkiem curlingu, tajskiej kuchni, archeologii i podobnych, bo na tych sprawach kompletnie się nie znam.